Niektóre drzwi otwierają coś więcej niż piwnicę

Dzisiaj przeżyłem coś w rodzaju déjà vu.

Poszedłem z synem do piwnicy. Uwielbia takie wyprawy. Otwieranie kolejnych kłódek, ciężkich drzwi, zaglądanie w każdy zakamarek. Mamy nawet taki piwniczny „hangar” – pełen starych mebli, rowerów i różnych zapomnianych przedmiotów. Dla niego to nie rupieciarnia. To kraina przygód.

I nagle uświadomiłem sobie, że dokładnie taki sam byłem jako kilkuletni chłopiec.

Mój ojciec też miał kilka piwnic. Też nosił przy sobie pęk kluczy. Schodziłem z nim pod ziemię z tą samą ciekawością, z jaką dziś schodzi ze mną mój syn.

Przez chwilę zobaczyłem dwa obrazy jednocześnie. Mojego syna i siebie sprzed kilkudziesięciu lat.

Zastanawiam się, ile w takich chwilach jest genów, ile wychowania, a ile po prostu tajemniczej ciągłości życia. Dlaczego jedne rzeczy znikają bez śladu, a inne wracają po latach w najmniej spodziewanym momencie?

Może właśnie z takich drobiazgów utkane jest ojcostwo. Z pęku kluczy, otwieranej kłódki i wspólnej wyprawy do piwnicy, która dla dziecka jest wielką ekspedycją, a dla ojca... niespodziewaną podróżą do własnego dzieciństwa.

A Wy? Czy zdarzyło się Wam kiedyś spojrzeć na swoje dziecko i nagle zobaczyć... siebie sprzed wielu lat?

Write a comment

Comments: 0